Usłyszcie dusze w potrzebie…

Witajcie, Jestem Paula…
Postanowiłam napisać tę wiadomość, bo ja i bliskie mi osoby, dzień w dzień walczymy o swój byt. Okazuje się, że większość ludzi z zewnątrz zdają się być niewzruszeni tym rozpaczliwym wołaniem, przybierając swoją stałą postawę pełną obojętności. Nie, nie są oni głusi, jeśli ktokolwiek z was spyta. Niektórzy sami zatykają sobie uszy i oczy na wszelkie zło wokół nich. Po co mieć jakikolwiek kontakt z problemami, które ich nie dotyczą. Ludzie często wolą mydlić sobie oczy kłamstwem, bo od prawdy dużo wygodniej jest się trzymać z daleka. Wierzą oni więc, w to co łatwe, a nie w to słuszne. Wnioski w tej kwestii same pchają się do głowy – Naszemu społeczeństwu brakuje EMPATII …no i poniekąd wyobraźni, jeśli już o tym mowa. Najpierw zastanów się dwa razy zanim zdecydujesz, że nie warto poświęcić choćby kilku minut twojego ( niby zbyt ‘’cennego’’ ) czasu, dla kogoś kto potrzebuje pomocy. Może następnym razem to właśnie ty zajmiesz miejsce jakiegoś nieszczęśnika, którego bez cienia wyrzutu postanowiłeś olać.
Załóżmy więc, że siedzisz na skraju betonowego chodnika i wycierasz pięściami wciąż szkliste i przekrwione już oczy, od nieustannie napływających łez. Do tego twój najgłośniejszy krzyk rozdziera ci gardło z każdą chwilą słabnąc o raz odbierając przy tym ostatnią szansę na przyciągnięcie czyjejś uwagi. W końcu tracisz siły i upadasz… lecz, nawet to nie ma większego znaczenia, kiedy prawie każdy człowiek nosi gruby pancerz znieczulenia. Prawda jest taka, że mógłbyś się nawet wykrwawiać na środku chodnika, a i tak nikt nie zwrócił by na ciebie uwagi…
Dlaczego o tym wszystkim mówię ? Bo teraz mało który człowiek jest wrażliwy na ból. Zamiast ukoić czyjeś zranione serce, potrafią skopać leżącego do granic możliwości. Prawdziwe oblicze cierpienia można ujrzeć tylko w chwili gdy stajesz się martwy za życia… Wiem to na pewno, bo doświadczałam tego potwornego wnętrza kawałek po kawałku. W jednej chwili los odebrał nam wszystko i wtrącił nas w jedną z najgorszych otchłani krzywd, jakie może doświadczyć człowiek. Oczywiście całe nasze życie nie rozpadło się na kawałki od razu. Skądże, taka opcja byłaby zbyt łagodnym wyrokiem z perspektywy zewsząd obejmujących ciemności. Wiążąca za ręce bezradność kazała nam stać i patrzeć jak wszystko co niegdyś się kochało, powoli i nieodwracalnie zaczyna blaknąć i znikać, pozostawiając po sobie nic nie wartą mgiełkę wspomnień. Fragmenty dawnej duszy wyrwane krzywdą po krzywdzie, przypieczętowanym pełnym żalu i wyrzutów spojrzeniem. Bezcenna bariera spokoju, roztrzaskała się warz z ostatnim uderzeniem, bezpowrotnie pękającego serca. Pustka… Została już tylko pustka, której w żaden sposób nie można wypełnić.
Myślałam, że wszystko z czasem się jakoś ułoży. Lecz miejsce, które niegdyś nazywałyśmy domem… już nie istnieje. NIENAWIŚĆ. To ona niczym skaza tworzy w głowie żal i pretensje. Zostaje po nim całkiem wypaczone spojrzenie, pełne pogardy dla świat i ludzi. Dla parszywej obłudy i kłamstwa. Dla wszystkich którzy w godzinie prawdy odwrócili się do nas plecami.
Ciemność. To świat postanowił zamknąć dla nas swe oczy. Wraz z zimnym pocałunkiem mroku, nadeszła również niepewność oraz obawa, która mimo woli rodzi zwątpienie o dalsze losy człowieka pozbawionego światła. Mój… a raczej Nasz problem okazał się dużo bardziej złożony niż się tego spodziewałam. Mówiąc wprost nie jesteśmy wstanie stworzyć fundamentów, na których udałoby się odbudować ten nowy, lepszy świat. Cierpienie jakiego przyszło nam doznać pozostawiło po sobie śladowe oraz głębokie rany. Upadek zdrowotny, jak i zarówno ten finansowy sprawił, że jesteśmy na dnie życiowej niedoli. Lecz nawet tu, w miejscu gdzie strach karmi się twymi łzami nie pozostawiając nawet kropli nadziei na jakąkolwiek poprawę, Ja… Ja nie przestałam wierzyć. Zdarzały się chwile niepewności. Owszem, ale bez względu na wszystko nigdy nie zwątpiłam w przesłanie woli przeznaczenia jakie dla nas przygotowano. Zrozumiałam też, że zmiany same nie chwycą nas za ręce. Nie pokonam ZŁA jakie nas spotkało, siedząc i patrząc jak ONO każdego dnia, swym bezwzględnie okrutnym działaniem, zbliża się do zwycięstwa. To tak nie działa…
Postanowiłam więc, że Ja i moi bliscy powstaniemy z kolan, chociażbym miała stracić wszystkie palce wcześniej z całych sił trzymając się brzytwy. Będę walczyć do końca i przenigdy się nie poddam… Zanim jednak do reszty się nie wykrwawię, wyciągam ręce do ludzi, którzy wiedzą czym jest ‘’szkoła zdychania’’ i rozumieją, że prawdziwa miłość wymaga poświęceń. Jeśli ktokolwiek z was przeżył piekło, to na pewno zrozumiemy się bez słów. Ktokolwiek z was to czyta, musicie wiedzieć, że nigdy nie lubiłam się o nic prosić. Należę bowiem do gatunku istot samowystarczalnych. Lecz to właśnie swego rodzaju trudna sytuacja zmusiła mnie by schować dumę do kieszeni i z pokorą porzucić wszelkie poczucie godności.
Zwracam się, więc z prośbą o pomoc finansową ( W CELU NAPRAWY ZDROWIA I STANIĘCIU NA NOGI ) oraz o pomoc w rozwiązaniu tej trudnej sytuacji. Proszę tylko by ktoś poświęcił nam chwile uwagi i okazał swoją dobrą wole.
Czekam z niecierpliwością na wasze odpowiedzi : Z góry Dziękuje.






jeden komentarz

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *